Kejti & Beti

Dział „O nas” bardzo często przysparza licznych problemów. Niełatwo jest się przedstawić w sposób zwięzły i interesujący zarazem, nie umniejszając sobie przy tym z fałszywej skromności i nie wychodząc na zarozumiałego bufona, który skupia się jedynie na swych zaletach. Nam oczywiście ani w głowie silenie się na pruderię, w związku z czym zaprezentujemy się Wam w jak najlepszym świetle.Nasze zamiłowanie do podróży zrodziło się kilka lat temu, gdy spotkałyśmy się w jednym mieszkaniu studenckim. Wraz z pozostałymi lokatorkami postanowiłyśmy wykorzystać wszelkie dni wolne, jakie gwarantował nam status studenta (prawdę mówiąc nawet sporo więcej) i zwiedzić kilka miejsc. Obydwie miałyśmy już za sobą epizod związany z pracą za granicą, zaś beztroskie czasy studenckie pozwoliły nam na odkrywanie kolejnych krajów. Miałyśmy ogromne szczęście spotkać na swojej drodze sporą ilość osób z pasją do podróżowania, którzy często towarzyszyli nam w wyjazdach. Dzięki temu przez kilka lat odwiedziłyśmy ponad dwadzieścia krajów Europy. Wyjazdy te były zazwyczaj niskobudżetowe, jeździłyśmy autostopem bądź korzystałyśmy z tanich lotów. Naszymi przewodnikami były najczęściej osoby zarejestrowane na portalu Couchsurfing, czyli lokalni mieszkańcy, którzy nie tylko gościli nas w swoich domach, ale też oprowadzali po miastach i ich największych zakamarkach, co pozwalało nam jeszcze lepiej poznać kulturę i ludzi. Czasami udawało nam się też łączyć pracę ze zwiedzaniem, dzięki czemu mogłyśmy zobaczyć chociażby Islandię czy Hiszpanię. Przejeżdżając autostopem kolejne setki kilometrów, zdarzało nam się korzystać z wszystkich udogodnień, jakie gwarantują stacje benzynowe po godzinie 2 w nocy (niestety, „udało się” trafiać też na stacje zamknięte, które nie oferują już niczego), poznać zarówno fantastycznych kierowców (jak francuscy emeryci, którzy, chociaż nie rozumieli ani słowa, zaprosili nas do siebie na noc), jak i tych mniej sympatycznych (chociażby pijący w drodze Pan, który mimo iż zgarnął nas ze stacji benzynowej, to zapomniał zatankować [samochód] i zatrzymał się na środku autostrady…).

Jesteśmy bardzo otwarte na poznawanie nowych ludzi, kultur i miejsc. Z równym entuzjazmem odwiedzamy zarówno galerie sztuki jak i odległe i zapuszczone dzielnice miasta. Być może brzmi to jak wyświechtane hasło, ale naprawdę wielka przyjemność sprawia nam nie tylko podróż z przewodnikiem, ale zgubienie się w mieście, podążanie ścieżkami mieszkańców, śledzenie ich zwyczajów i rozmowa z nimi. Wewnętrzne ADHD i ciekawość świata podobna do tej u dwulatka, który nieustannie pyta „dlaczego?”, nie pozwalają nam usiedzieć zbyt długo w jednym miejscu, dlatego po raz kolejny postanowiłyśmy wruszyć w drogę. Podróże zawsze dostarczają nam ogromną ilość emocji, wrażeń i inspiracji. Mamy nadzieję, że zaglądając na naszą stronę, przeżyjecie choćby ułamek tego co my na miejscu. Być może Słońce nie opali Was tak bardzo, gdy będziecie czytać to na ekranie komputera w swojej pracy, ale czyż nie to jest najlepszą motywacją, by samemu ruszyć dalej?

 

dach bruskela

47445_1181224706327_8016949_n

beti_kasia_zęby

DSC_0154

mapa


Kasia: Lat 24, niedługo 25 (ale wciąż nie). Kręci ją wszystko co audiowizualne, kręcenie nie jest zresztą przypadkowe, wszak studiowała filmy i nowe media. Tymi starymi też nie gardzi i pochłaniając kolejne lektury zapomina wysiąść na odpowiednim przystanku. Jej ulubiona funkcja w telefonie to „drzemka”. Samych telefonów nie lubi, bo ciągle je gubi bądź też inni skutecznie ją tych pozbawiają. Dużo i szybko mówi, jeszcze więcej gestykuluje. Zawsze dopytuje i słucha, wciąż zdarza jej się zapominać o zasadzie „najpierw pomyśl, potem mów”, co niestety nie ułatwia jej życia. Jej towarzysze życia to sarkazm i ironia, z chęcią żartuje ze wszystkich i wszystkiego, nie pomijając siebie. Wciąż czeka na przypadkowe spotkanie Woody’ego Allena i jego propozycję, by zrobiła z nim wywiad. Miewa problemy z punktualnością i czuje się nieswojo, gdy zapomni z domu słuchawek. Ma świetną orientację w terenie, jednak zdarzyło jej się zakupić bilet na Minorkę zamiast na Majorkę. Uwielbia dobre jedzenie i wszystko z czekoladą, dlatego podróż w kraje azjatyckie jednocześnie ją kusi i napawa obawą (bo w 40 stopniach to czekolada już tylko topiona…). Chciałaby pojechać wszędzie, bo dopiero wtedy będzie wiedziała, gdzie chce zamieszkać trochę dłużej, a fakt, że zajmie to trochę czasu, zupełnie jej nie przeszkadza.

Beti: Studentka dwóch kierunków na prestiżowej… stop, stop! Jedną chwileczkę! Z beznamiętną powagą sprostować tu należy, że jeszcze niedawno tak naturalny frazes opisu do działu „o nas”, stracił nieco na aktualności. Trzeba będzie zatem wymyślić coś innego. Może coś w stylu Indefonsa z licealnej recytacji: „nie wytrzymała w dusznych klamrach systemu…”. Po ponad roku spędzonym przed biurkiem w jednej z krakowskich korporacji, młoda, wykształcona z całkiem sporych rozmiarów ośrodka Beata (aka „Beti”, aka corpo „Bea”) postanowiła porzucić schematy i procedury według których działała 8 godzin dziennie od poniedziałku do piątku, jak milijony innych (bo za milijony kocha i cierpi katusze of course), którzy nie powiedzą już o sobie „student”. Nadszedł czas, aby trzy lata kultury Dalekiego Wschodu i pieć lat dziennikarstwa na coś się w końcu przydały. Idealistka, marzycielka i zagorzała fanka świata magii i księżniczek, kreowanego przez pana D. i jego popleczników. Jej ulubione miejsce to zaczarowana kraina absurdu. Tam wszystko może się zdarzyć. Potrafi udowodnić (a na pewno samej sobie), że życie jest znacznie śmieszniejsze niż się wydaje. Kręci ją kręcenie (nie tylko loków) i długie, nocne (nie tylko Polaków) rozmowy. Ma swoje zasady i przeświadczenie, że pozwolą jej one przetrwać wszystko, nawet atak zombie-klonów Michaela Jacksona i Amy Winehouse na prochach. Pierwsza to właśnie „warto rozmawiać”, druga „trzeba się nawadniać”. Więcej grzechów nie pamięta.